ďťż

CiEkAwOsTkI o ZwIeRzĘtAcH

Jak w dobrej komedii wokół same uśmiechy i radość zwycięstwa. Ten teatr, bo to nic nie ma wspólnego z rzeczywistością serwują nam politycy prowadzeni przed kamerami wprawnymi rękami gospodarzy studiów telewizyjnych. Zarówno liderzy jak i ich nieodłączne papużki nierozłączki usiłują przekonać nas o swojej wyższości nad swoimi konkurentami.
Jednemu z liderów na wieść o kilkunastoprocentowym poparciu, jakiego udzielili jego partii nierozważni wyborcy mowę odebrało ze szczęścia, a inna pani poseł dla podkreślenia wyższości swojej partii nad konkurentem była gotowa poprzez rękoczyny uzasadnić swoją wyższość.

Biedna ta nasza „elyta” polityczna nawet nie zauważyła, że wyniki wyborów to jedno wielkie zaprzeczenie demokracji, a wiele wyników wskazało na odrzucenie partyjnych legitymacji.
Jak bowiem ocenić wygraną prezydenta Wrocławia z kandydatem PO. Kandydat Platformy reklamowany przez całe kierownictwo partii / Tusk, Schetyna / uzyskał 7 razy mniej głosów. Ten wynik to nie tylko ocena PO, jako partii władzy, ale również dowód, że jedynie dzięki obecnej ordynacji wyborczej i manipulowaniu wyborcami przy pomocy mediów może sprawować władzę.

Trudno bowiem będąc przy zdrowych zmysłach, mówić o zwycięstwie, gdy frekwencja wyborcza nie sięga 50 % a na partię rządzącą głosuje z tego tylko nieco ponad 30 % wyborców, dostrzegać poparcie dla swojej działalności. Wynik ten podobnie jak te w granicach15-25 % świadczą o braku poparcia. O poparciu w tym co robią, mogą mówić prezydenci Gdyni i, Wrocławia i innych miast, którzy wygrali z partyjnymi kandydatami.

Wybory, a zwłaszcza kampania wyborcza zbiegła się z trzecią rocznicą rządów obecnej koalicji. I jak można było się spodziewać zarówno premier, jak i jego otoczenie robili wszystko, by nikt tego nie zauważył. Mediom w ostatniej chwili na ratunek pospieszyli tzw. rozłamowcy z PiS i w politycznych debatach ten temat okazał się ważniejszym od osiągnięć rządu.
Zrozumiałe bowiem, gdy nie ma osiągnięć, to i nie ma o czym dyskutować. Nawet pan premier, który z taką lubością otacza się sukcesami, tym razem nie mógł znaleźć pozytywów swoich 3-letnich rządów, by na przedwyborczych mitingach zdopingować swoich fanów.

Trudno jednak mówić o osiągnięciach, gdy wszystko się wali.
Zatem jeszcze raz zauważmy, wyniki wyborów to nie jest zwycięstwo, ale rozczarowanie wyborców ze sposobu sprawowania rządów.

Odrzucając PiS w propagandowym zgiełku wiązaliśmy z PO określone nadzieje. Akceptowaliśmy to, co było dobre w PiS, ale czekaliśmy na poprawę w innych obszarach. Niestety nie zostało nic z tego, co było dobre, a w wielu obszarach zdecydowanie pogorszyło się. Wyborcy nie głosowali za aferą hazardową i stosowaniem bezprawia, a stosunki z sąsiadami niekoniecznie nasi przywódcy muszą załatwiać na kolanach.

Dla wyborców nie są istotne nazwy, czy skróty poszczególnych partii, ale efekty rządzenia. Nie udzielano wsparcia dla ciągłego niszczenia przeciwników politycznych, ale jedynie do wdrażania lepszych rozwiązań. Poziom agresji, jaki pojawił się w naszym społeczeństwie nie służy budowaniu jednolitego polskiego narodu, a działania rządzących wydają się wskazywać na zamierzone dokonanie podziału miedzy nami na wszystkich szczeblach. Na szczęście są jeszcze miejsca i rejony, które poprzez wyniki wyborów wskazują, że idzie nowe i obecne partie odejdą w nicość.

Na szczęście wybory uświadomiły nam, że możemy sami wybierać i dobrze to robić. Na naszych oczach rozpada się dotychczasowy sposób myślenia i rządzenia. Musi przyjść czas, gdy partie szczycące się 30% zwycięstwem odejdą na śmietnik historii, a my oddamy głosy w zdecydowanej większości i autentycznej frekwencji na tych, co nie tylko potrafią nas okłamywać i skupiać swoją uwagę na niszczeniu swoich przeciwników politycznych, ale autentycznie potraktują mandaty, jako konieczność służby dla ludzi.
Jednak, to samo nie powstanie. Trzeba dokonać wyboru. Albo dalej będziemy poddawać się ogłupiającej propagandzie, albo znajdziemy w sobie tyle rozumu by umieć odrzucić plewy od ziarna. Ocena sprawowania funkcji państwowych i samorządowych nie może zapadać w studiach telewizyjnych, gdzie „swoi” gospodarze w debatach politycznych będą nas przekonywać do złodziei i aferzystów i dla których afera hazardowa, to tylko „Pędzący królik” i niedysponowany poseł, który miał braki w wychowaniu.


Stało się. Stolica wybrała najgorszą opcję. Należy tylko sprawdzić, jak w obwodach, gdzie znaczący udział ma wojsko, glosowano na poszczególnych kandydatów. Jest to oczywiście z jednej strony wygrana propagandy, a z drugiej analfabetyzm polityczny mieszkańców Warszawy. Jedno również wymaga zauważenia. W stolicy skupiona jest wielka ilość wszelkiego rodzaju instytucji i agend związanych w różny sposób z układem rządowym, stąd wysoka frekwencja funkcjonariuszy i obraz wdzięczności swoim chlebodawcom.

Zresztą kontrkandydaci również zostali dobrani niby sparingpartnerzy przed walką. Bielecki wystąpił z poparcia PiS, a w czasie występów udawał, że nic go z tą partią nie łączy. Nie wiem, czy te 3-4 % wyborców zdezorientowanych nie zagłosowało właśnie na HGW. Olejniczak wystąpił niby z poparcia, a faktycznie na porażkę z woli SLD. Stąd przy takim doborze kandydatów i przy wykasowaniu przez media pozostałych uczestników wynik był spodziewany, chociaż zbyt jednoznaczny.
Stolicę czeka dalszy czteroletni zastój. Ale władza ma się dobrze.